Blog > Komentarze do wpisu
recenzja recenzji

Nigdy nie trafiłabym w to plugawe miejsce, gdzie zbierają się ludzie, którzy nie tylko nie brzydzą się czytać po polsku, ale zachęcają do tego innych, co więcej, w dzikim rozpasaniu, nie słuchając głosu Rozumu, zaczynają także po polsku pisać; co więcej, zachęcając do tego innych; gdyby nie zaprowadził mnie tam nasz drogi MRW, jak szatan Jezusa na pustynię, jak kupiec karawanę do oazy i dziesięć innych dramatycznych porównań, których nawet nie śmię tutaj, w ascetycznym zakonie kontemplacyjnym, że pozwolę sobie zacytować jedynego polskiego poetę żiżkańskiego (wkrótce także w Waszej księgarni!).

Oto na naszych oczach rozgrywa się pojedynek recenzentki i autorki, pełen goryczy, zakulisowych intryg(1), dramatycznych mejli, pisanych o północy przy blasku samotnej świecy(2), zawiedzionych nadziei(3) i wzajemnego braku zrozumienia(4).

Od razu na wstępie muszę jednak zaznaczyć: nie czytałam książki, którą recenzuje Recenzentka i czuję się z tym bardzo dobrze. Ponieważ jednak, żeby pisać o czymś, czego nie czytałam, musiałabym znowu zmyślać: a czy dzienna norma nikczemnych kłamstw na dziś nie została wyczerpana, czy nie została wyczerpana, ciociu Sendai, dlatego ograniczę się do pisania o tym, co czytałam, czyli o recenzji. Uważam, że ta niewielka notka na maleńskim blogasku może stać się moim skromnym przyczynkiem do nowego gatunku prozatorskiego: metarecenzji, recenzji recenzji, który i tak będzie tylko kamieniem węgielnym pod budowę prawdziwego dzieła na miarę XXI wieku: recenzji recenzji recenzji recenzji recenzji, fascynującego, transliterackiego i interteksualnego hejterskiego gatunku prozopoetyckiego o nieskończonej liczbie znaczeń.

 Wracając jednak do meritum, czyli do recenzji: otóż recenzja, o której piszę, jest arcydziełem horroru, w pewnym sensie, horroru, ponieważ nikt bez trwogi nie może myśleć o tym, że istnieją takie teksty, które za słabe uważa osoba, która sama pisze, o ironio:

"Książka, a właściwie e-book, Katarzyny B. Stachowiak jest znakiem nowych czasów. Czasów, gdy sztuka przestaje być domeną elit. (...)  Czasów Internetu, self-publishingu oraz książki elektronicznej."

W powyższym fragmencie, który napełnia nas przerażeniem - gdzieś za jego plecami majaczy ciągle inny, gorszy jeszcze od niego tekst, jego twarz jak niewysłowione horrory marszów wojskowych - odnajdujemy wiele problemów, pośród których stylistyczne są na być może na pierwszym miejscu, ale zaraz potem uderzają nas błędy rzeczowe:

- "sztuka przestaje być domeną elit" - literatura popularna nie jest enfant terrible epoki internetu, ale pojawiła się w różnych krajach i w różnych epokach odpowiednio wraz z rozpowszechnieniem się druku, gazet i powieści gazetowych albo publicznego bądź innego szkolnictwa, dzięki któremu wystarczający procent społeczeństwa mógł zostać potencjalnym odbiorcą takiej ~*nieelitarnej sztuki*~; za ostateczną cezurę można przyjąć drugą połowę XIX wieku, czas powstania powieści detektywistycznej i popularnego romansu,

- wymienienie "self-publishingu" i książek elektronicznych jednym tchem, jakby były takim samym "zagrożeniem" dla "sztuki" i jakby pojawiły się w tym samym momencie jest oczywistą bzdurą (w najlepszym razie bardzo niefortunnym skrótem myślowym, n'est-ce pas?), różne rodzaje self-publishingu istnieją od lat, a e-booki wydają z porządną korektą i po starannej redakcji prawie wszystkie szanujące się wydawnictwa(5),

- dlaczego elitarność sztuki miałaby być wartością pozytywną? Czy nie jest zabawniej, kiedy piaskownicę otwarto dla wszystkich dzieci?

"Tylko czy taki debiutancki tekst, pisany przez autorkę kompletnie niedoświadczoną oraz nietknięty okiem wydawcy, może dorównywać jakością pozycjom stojącym na księgarnianych półkach?"

- tautologia: nie ma "debiutanckich tekstów" napisanych przez "doświadczone autorki", prawda?

- "nietknięty okiem wydawcy" to jak, że pozwolę sobie wymyślić na poczekaniu, "nieskrobnięty pazurem konstruktywnej krytyki"; autorka potwornego tekstu, który recenzuje autorka recenzowanej przeze mnie recenzji, ma przynajmniej to usprawiedliwienie, że jest "niedoświadczoną debiutantką", a ty, droga recenzentko?

- skąd absurdalne przypuszczenie, że "na księgarnianych półkach" stoją książki porządnie zredagowane i poddane korekcie? Piętnaście sekund z dowolną książką wydaną przez pewną potworną menażerię, której nazwa zaczyna się na "Fabryka", powinny wystarczyć każdemu do przekonania się, że jest inaczej,

 "Tekst aż woła o porządną korektę."

- ale to ten woła o pomstę do nieba,

"Dosłownie roi się w nim od błędów interpunkcyjnych."

- a jak się roi niedosłownie?


"Przecinków brakuje nawet w miejscach najbardziej oczywistych. Za to ilość wielokropków osiąga wielkość przyprawiającą o zawrót głowy.
"

- ilość osiąga wielkość; ręką osiąga twarz w desperackim facepalmie.

Sam pierwszy akapit recenzji, którą recenzuję, jest bardzo pouczający, zawiera bowiem pełną gamę błędów popełnianych nagminnie przez użytkowników języka polskiego, błędów, przez które człowiek brzydzi się polską książką:

 "(...) Lucas Westmoore, postanawia wraz z siostrą Elizabeth przenieść się na wieś. Posunięcie to, zamiast przynieść ulgę cierpiącej dziewczynie, sprawia, iż ta czuje się osamotniona oraz nudzi się śmiertelnie. Jednak wiejska rutyna zostaje przerwana, gdy nastoletnia arystokratka „niechcący” podsłuchuje rozmowę służących. Tak oto panienka Westmoore dowiaduje się o Bestii – tajemniczej istocie mordującej okolicznych chłopów. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, szlachcianka terroryzuje służbę i każe zawieźć się do miejscowej zielarki zwanej Wiedźmą. Rzeczona kobieta o krwiożerczym potworze mówi niewiele, za to przepowiada bohaterce wielką miłość, silniejszą nawet od śmierci. Niedługo potem Elizabeth spotyka Roderica… Co będzie dalej, nietrudno się domyślić." 

- poprawmy to:

 "(...) Lucas Westmoore, postanawia wraz z siostrą Elizabeth przenieść się na wieś. Posunięcie to, co zamiast nie przynosi ulgi cierpiącej (chorej??) dziewczynie, ale sprawia,  że ta czuje się osamotniona oraz nudzi się śmiertelnie samotna i znudzona. Jednak wiejska rutyna spokojne wiejskie życie zostaje przerwane, gdy nastoletnia arystokratka Elizabeth „niechcący” podsłuchuje rozmowę służących. Tak oto panienka Westmoore i dowiaduje się o Bestii – tajemniczej istocie Bestii mordującej okolicznych chłopów. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, szlachcianka Zaciekawiona, dziewczyna terroryzuje służbę i każe zawieźć się do miejscowej zielarki zwanej Wiedźmą. Rzeczona kobieta o krwiożerczym potworze która o samej Bestii mówi bardzo niewiele, za to przepowiada bohaterce Elizabeth przpowiada wielką miłość, silniejszą nawet od śmierci. Niedługo potem Elizabeth spotyka Roderica… Co będzie dalej, nietrudno się domyślić."

 - poprawiłyśmy, między innymi: 

a) niepotrzebne, zbyt liczne przymiotniki

b) niepotrzebne, zbyt liczne synonimy (w jednym tylko akapicie główna bohaterka określana jest: własnym imieniem, słowami: "dziewczyna", "nastoletnia arystkokratka", "panienka Westmoore", "szlachcianka", "bohaterka" - nie tylko brzmi to głupio, ale utrudnia zrozumienie tekstu)

c) niepotrzebne, grotestkowe klisze,

d) niepotrzebne ""

e) niepotrzebny metakomentarz dotyczący oryginalnego tekstu

f) a wreszcie zapobiegłyśmy tragedii rozpoczęcia zdania od "rzeczona kobieta".

Chciałabym zauważyć, że wgryzłam się w recenzję dopiero na dwa akapity.

***

Nie widzę powodu, żeby pastwić się dłużej nad recenzją, którą recenzuję, chociaż trzeba jej przyznać, że jako informacja dla potencjalnej czytelniczki w zadowalający sposób spełnia swoją funkcję: jeśli jednak ktoś nie nienawidzi choć trochę języka polskiego i wszystkiego co piękne i dobre, będzie przed nią uciekał jak małpa na drzewo.

Na koniec chciałam tylko powrócić do zapowiedzianego powyżej niekłamstwa: otóż pod recenzją rozgrywa się dramat braku porozumienia między autorką a recenzentką (dodajmy, że każdy autor i każda autorka, któr/a odpowiada recenzentowi, automatycznie przegrywa każdy spór), recenzentka pisze bowiem:

"Może wybitne dzieło literatury to nie jest, a jednak daje wszystko, czego dziś oczekuje się od książek: odprężenie, rozrywkę oraz przekonanie, że tak zwana prawdziwa miłość istnieje."

Na co autorka:

 "Nie mam pretensji do bycia pisarką i bardzo proszę nie obrażać osób, które lubią czytać to, co napiszę. Chciałam się bawić i się bawię. A jeśli ktoś bawi się ze mną, to proszę go nie obrażać i nie porównywać do małp, czy zarzucać mu braku myślenia. Po prostu jeśli jesteście intelektualistami z najwyższej półki i zajmujecie się złożonymi problemami egzystencjalnymi przedstawionymi w literaturze światowej, to dajcie sobie spokój i nawet nie zerkajcie na mojego e-booka."

w gruncie rzeczy mówi to samo, nie zauważając, oczywiście, że to nie ona została porównana do małpy, hihihi.

Litościwie przemilczę:

"Czytałam ją jak zahipnotyzowana, jednym tchem. Dosłownie nie mogłam się oderwać!"

hihihihihi 

"Niezwykle irytuje również niemal całkowity brak opisów wnętrz."

podręczniki do dekoracji wnętrz są na innej półce; chociaż jest to coś, co powiedziałaby pani Dulska

"Ledwie akcja zacznie nabierać tempa, zaraz zostaje brutalnie przerwana niemiłosiernie długimi dialogami bohaterów, składającymi się głównie z wyświechtanych frazesów o miłości oraz patetycznych zapewnień o potędze prawdziwego uczucia."

nużące antropomorfikacje lekko ewokują pana de Norpois, za dużo przymiotników

i tak dalej.

(1) Nic o nich nie wiem, ale muszą być jakieś.

(2) Nic o tym nie wiem, ale tak będę wyobrażać sobie każdą dramę w tym plugawym roju, jakim jest fandom.

(3) Nic o nich nie wiem, ale tak będzie ciekawiej.

(4) Jak szanowne czytelniczki będą jeszcze miały okazję zauważyć, jest to jedyne miejsce, gdzie wcale nie skłamałam. 

(5) Wyjątkiem będą między innymi i oczywiście niektóre rodzaje publikacji naukowych.

wtorek, 10 stycznia 2012, sendai_a
Tagi: meh

Komentarze
2012/01/10 23:02:31
Oburzające!
-
2012/01/10 23:03:56
Jakie moralne prawo do takich komentarzy ma ktos z nickiem "Internetowa Maszyna Nienawisci (sic!)"?
-
2012/01/10 23:37:11
"poprawmy to" ...

To co zrobiłaś jest fantastyczne. Piękne odłupywanie zbędnych kawałków marmuru, ale tam w środku i tak nie zobaczymy Dawida.
-
2012/01/11 11:52:48
100%! "Poprawmy to" jest wspaniałe
-
2012/01/11 14:07:54
Tylko co robi ten przecinek po Westmoore?
-
2012/01/11 22:36:06
@Tylko co robi ten przecinek po Westmoore?

Został z oryginalnego tekstu, co sugeruje (...) na początku. Bardziej mnie dziwi w poprawionej wersji przecinek po "Zaciekawiona".
-
2012/01/13 10:21:39
Przed "która" też stawiamy przecinek. Przepraszam za upierdliwość.
-
2012/04/26 19:23:29
Witam,
Chciałam serdecznie podziękować za językową analizę mojego tekstu. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że nadużywam rzeczowników. Ostrzeżenie przyszło w samą porę, właśnie miałam wysyłać opowiadanie do gazety. Teraz, gdy na reszcie wiem, czego szukać, jeszcze raz je przejrzę. Jeśli przejdzie selekcję i się zakwalifikuje, będzie to Twoja zasługa.
Co się zaś tyczy przecinków, w oryginalnej wersji było ich znacznie więcej, jednak załoga "Esensji" uznała sporą część za zbędną. Cóż, jako niedoświadczona amatorka z redakcją dyskutować nie zamierzam.
Natomiast sprawa "zbędnego" cudzysłowu jest nieporozumieniem, a właściwe: niezrozumieniem żartu. Owego znaku używa się nie tylko, przy przytaczaniu cudzych wypowiedzi, lecz również w przypadku ironii.

Pozdrawiam,
Marta Tarasiuk

PS: W podzięce za pomoc, również udzielę Ci rady. Patos stosowany w nadmiarze wcale nie sprawia, iż autor sprawia wrażenie mądrzejszego - wręcz przeciwnie.
-
2012/05/10 05:25:38
co sie dzieje z > hejtrzymy < ? zehi yomitai !